Amitaba - Buddyzm, Dharma, Nirwana


Budda

 

O życiu Buddy Siakjamuniego powstało już tyle wspaniałych książek, że ograniczę się tylko do małego szkicu.

Około 2500 lat w niewielkim państewku na północy Indii żył w królewskiej rodzinie Siakjów (nazwa klanu) młody książę o imieniu Sidharta (Siddhartha – „ten, który osiągnął cel”. Sanskryt). Jego rodzicami byli  Siuddohodana i królowa Mahamaja.

Król-ojciec zapewnił synowi luksusowe warunki życia w pięknym pałacu, którego niestety nie wolno było mu opuszczać samemu. To za sprawą przepowiedni, która mówiła, że młody książę zostanie największym mędrcem wszechczasów, ale nigdy nie będzie władał państwem. Król jak to król zapewne pragnął widzieć syna na tronie a nie w mnisich szatach i z ogoloną głową. Musiał, więc oszczędzić mu widoku prawdziwego życia, które nie daj boże mogłoby stać się przyczyną rozmyślań i tym samym rozbudzić jakieś duchowe tęsknoty. Zaplanował sobie i zaraz zarządził, aby księcia stale otaczała świta pięknych i młodych ludzi gotowych mu usługiwać na każde skinienie, a dni wypełniane były najwymyślniejszymi rozrywkami. Tak tez się stało. Stary król już się cieszył z tego, iż udało się przechytrzyć los i nie zauważył, że Sidharta, choć bawił się jak każdy młody człowiek to jednak nie do końca angażował się w rozrywki. Nie upijał się jak inni, przed seksem potrafił rozmawiać z kobietami o filozofii i w ogóle przejawiał dziwną ochotę do kontemplacji i przemyśleń. Uszło też uwadze króla, że Sidharta wraz ze swym towarzyszem zabaw wymyka się jednak potajemnie poza mury otaczające pałac.

Nie wziął pod uwagę, że ciekawość młodego księcia i rozbudzona już duchowa natura to żywioły nie do opanowania, zapomniał też o potajemnych wyprawach ze swej młodości i o tajemnym przejściu, które przecież sam odkrył a które teraz z powodzeniem służyło jego synowi.

W końcu jednak zauważył dziwne zamyślenie Księcia i przygnębienie w jego oczach niestety było już za późno, musiał uznać się za pokonanego przez przepowiednię.

Cóż, więc takiego się stało podczas tych potajemnych wypraw?

Co spowodowało, że książę wkroczył na duchową ścieżkę?.

Z pozoru nic niezwykłego, zobaczył tylko prawdziwe życie, które jak możemy się domyślać nie wyglądało tak różowo jak w pałacu ojca. Zobaczył dziwnie pomarszczonych i zgarbionych ludzi, usłyszał zawodzenia kalek i ciężko chorych a w końcu zetknął się ze śmiercią, zjawiskiem skądinąd częstym na ulicach Indyjskich miasteczek.

Odkrycia te musiały wstrząsnąć nieświadomym takich okropieństw księciem i nie ma się, co dziwić. Czyż w naszym zachodnim świecie nie jest szokiem śmierć, z którą stykamy się osobiście? Lub, jakim doświadczeniem jest odkrycie pierwszych siwych włosów na skroni... Przecież my nie mieliśmy się zestarzeć, to jakaś pomyłka, niewczesny żart...

Często w takich momentach dopiero zauważamy iluzję, którą braliśmy za życie, pojawiają się pytania o sens tego wszystkiego i refleksje nad dotychczasowym postępowaniem.

Podobnie i Sidharta zrozumiał, że jego dotychczasowe życie było niczym przyjemny sen i tak jak każdy sen kiedyś się zakończy.

Cóż książę miał naturę szlachetnego wojownika, postanowił walczyć w imieniu wszystkich żywych istot, walczyć z cierpieniem świata i zdobyć tak bardzo poszukiwane szczęście dla wszystkich.

Opuścił pałac i zamieszkał w lesie narzucając sobie zasady ascetycznego życia.

Przez sześć lat pobierał nauki u różnych duchowych nauczycieli, oddając się coraz surowszej ascezie i... Nie osiągnął nic. Gdy któregoś tam dnia ścisłej głodówki był już u kresu sił i bliski rezygnacji zauważyła go dziewczyna z pobliskiej wioski, pochyliła się nad nim ze współczuciem i zaoferowała pożywienie. Sidharta wpatrywał się w jej oblicze półprzytomnie i nagle przyszło olśnienie

-       Współczucie, to jest to.

Ta uboga dziewczyna zapomniała na chwilę o swoich własnych problemach widząc cierpienie księcia, potrafiła oddać mu swój posiłek nie bacząc, że za chwilę sama będzie głodna.

Sidharta czuł, że jest to niezmiernie ważne.

Zapewne nie potrafił tej myśli powiązać logicznie ze swoją ścieżką, ale stała się ona tropem wiodącym do odkrycia jedności całego życia.

Później, gdy książę odzyskał nieco sił i jasność umysłu przemyślał sobie raz jeszcze to doświadczenie.

-       Odczucie jedności pomaga pozbyć się własnych doznań.

-       Cierpią tylko jednostki.

Dzięki umiejętności wczucia się w sytuację innej istoty człowiek najwidoczniej przestaje zauważać własne cierpienie a ofiarowana pomoc zmniejsza cierpienie innych. Książę wreszcie poczuł, że jest częścią czegoś wielkiego i pięknego, dało mu to nadzieję i podporę psychiczną do dalszych poszukiwań.

W tej jednej chwili dotarło też do niego, że ciało, które tak usilnie chciał zniszczyć jest zbyt cennym narzędziem w walce z cierpieniem i w dodatku jedynym, jakie posiadał.

Wniosek nasuwał się sam.

- Potrzebna jest bardziej wypośrodkowana droga bez głodu, pragnienia i bólu, które rozpraszają uwagę tak potrzebną w poszukiwaniach istoty życia.

Asceza okazała się błędem, który zabrał zbyt wiele cennego czasu...

Książę rozpoczął, więc nowy etap poszukiwań bez nadmiernych udręk ciała, ale też bez folgowania sobie nie wiedząc jeszcze, że właśnie rozpoczął wędrówkę po ścieżce środka.

W miejscu znanym dzisiaj jako Bodhgaja usiadł do medytacji pod wielkim, rozłożystym drzewem. Uczynił to z silnym postanowieniem, że musi osiągnąć cel, którego szukał już od tylu lat bezskutecznie.

Dzień czy noc, słońce czy deszcz, nie zważał na nic.

Medytował.

Siedząc nieruchomo przez wiele dni walczył z pokusami i strasznymi wizjami wyłaniającymi się gdzieś z podświadomości, wreszcie pozbył się ich wszystkich. W całkowitym spokoju wolny od wszelkich myśli i pokus dotarł do najgłębszego zakątka swego umysłu, do centrum wszechświata wolnego od wszelkich koncepcji „ja”, „ty”, dobre, złe...

Zwyciężył samego siebie.

Doznał Wielkiego, Całkowitego Oświecenia (Bodhi), poznał Prawdę Absolutną i już wiedział jak można pomóc odczuwającym istotom... Nie istniała już żadna różnica między nim, a resztą owych istot. 

 

Łatwo się pisze i czyta, że Budda usiadł pod drzewem i osiągnął oświecenie, ale tak naprawdę to oświecenie było  zwieńczeniem praktyki wykonywanej w wielu, wielu poprzednich żywotach. Droga do urzeczywistnienia jest długa i pracochłonna bo zwłaszcza w naszych czasach nie jest łatwo (zresztą nigdy nie było) zerwać z nawykami które są istotą naszego jestestwa (tak nam się przynajmniej wydaje). Buddyjska droga jest czymś, co idzie pod prąd naszej zwykłej, ludzkiej  natury - jest sprzeczna z naszą naturą i dlatego właśnie prawdziwa.

Wracając Do Buddy, Poruszył on Koło Dharmy (czyli rozpoczął nauczanie) w Jelenim Parku w pobliżu miasta które zwie się obecnie Benares dawniej Varanasi. Resztę swojego życia spędził wędrując po północnych Indiach nauczając zasad swojej religii. Zmarł w wieku 80 lat (około 560-480 p.n.e.) nauczając do samego końca. Do historii przeszedł jako Budda Siakjamuni czyli przebudzony mędrzec z klanu Siakjów. 

<< | >>

 

<powrót do spisu treści


 Buddyzm w XXI wieku