Amitaba - Buddyzm, Dharma, Nirwana 


Droga

 

Każdy człowiek ponosi odpowiedzialność za własne myśli, słowa i czyny, każdy jest panem samego siebie. Nie ma niczego i nikogo, kogo musiałby czcić lub słuchać. W każdym człowieku jest potencjał oświecenia – stan bez oddzielnego „ja” pełen mądrości, radości, odwagi i szczęścia i nic poza własnym ego nie jest w stanie przeszkodzić człowiekowi w urzeczywistnieniu tego stanu. Na takich założeniach opiera się buddyjska ścieżka prowadząca do wolności. Jest to droga dla samodzielnych i odważnych ludzi, którzy chcą sami decydować o własnym losie i nie boją się prawdy jakakolwiek by ona była. Każdy, kto zetknął się z naukami Buddy może wybierać między iluzją oferowaną przez świat a prawdą do której prowadzą owe nauki.

Teraz w tym życiu pojawia się szansa na poznanie rzeczywistości i możliwość urzeczywistnienia tego, czym potencjalnie jesteśmy od zawsze – naprawdę wolnymi, szczęśliwymi i nieustraszonymi istotami.

 

Drogę realizuje się poprzez Szlachetną Ośmioraką Ścieżkę.

 

Nawet ta książka może stać się początkiem owej drogi, bowiem słowa w niej zawarte przedstawiają podstawową wiedzę i metody potrzebne podróżnikowi, który wyrusza w niezbadane rejony własnego umysłu. Nie jest to jednak szczegółowy przewodnik, ale raczej odręczny schemat ze wskazówkami pisanymi szyfrem niczym w pirackiej mapie wyspy skarbów. Można ją mieć i odłożyć na półkę, można schować lub powiesić w ramkach na ścianie możemy jednak niczym prawdziwi odkrywcy zabrać mapę i zaokrętować się na żaglowcu, który już wczesnym rankiem wypływa w rejs.

Ocean jest ogromny a okręt niezbyt solidny, więc ryzyko wydaje się duże, ale ci, którzy je podejmą mają szanse odnaleźć wolność i niezmierzone wspaniałe skarby. Jednak prawdziwa wyprawa nie polega na przeczytaniu „Wyspy Skarbów” i marzycielskim wpatrywaniu się w mapę. To zaledwie początek i jeśli nie wyjdziemy za próg własnego domu to skarby będą równie daleko jak zawsze, chyba, że kogoś zadowalają iluzje, marzenia i wiara, że może kiedyś...

Duch największego odkrywcy wszechczasów – Buddy żyje w każdym z nas bez wyjątku. Nie ważna jest płeć, pozycja społeczna czy inne bzdurne etykietki. Każdy bez wyjątku może podążać za wskazówkami pozostawionymi przez Buddę wystarczy chcieć.

W buddyzmie często używa się porównania umysłu do oceanu - niech, więc fale (myśli) będą łagodne a nasze statki (ciała) nie pozostawiają za sobą śladów (karmy).

 

Zacznijmy, więc od początku, od przyczyny i skutku.

Budda naucza, że wszystko, co istnieje w postrzeganym przez nas świecie łącznie z nami samymi powstaje tylko dzięki złożeniu warunkujących się wzajemnie przyczyn i skutków tak, więc gdy przyczyny ulegają zmianie lub ustają zmienia się też świat i my sami. Na tym zjawisku oparta jest idea mówiąca o możliwościach przekształcenia samego siebie.

 

Nasz sposób odbierania świata i jego złożoność sprawia, że skutki działań nie zawsze są natychmiast widoczne i oczywiste, nie potrafimy, bowiem ogarnąć całości powiązań rozciągniętych w przestrzeni i czasie.

Skutek jednak zawsze jest ściśle powiązany z przyczyną. Wynika to z podstawowej jedności wszystkiego, z tego, że u podstaw wszelkich zjawisk leży jedna i niepodzielna przestrzeń umysłu, w której powstają i funkcjonują świadome istoty. Działający, działanie i skutek jest jedną nierozerwalną całością i tylko ruch, który nazywamy czasem pozwala na tworzenie rozróżnień i umieszczanie elementów na skali tegoż czasu.

Jednak wszelkie skale i miarki są złudnymi tworami rozróżniającej świadomości, nie istnieją w absolutnej, niezależnej od niczego formie i tylko dzięki nawykom naszego postrzegania wydają się być czymś prawdziwym. Gdy jednak dociekliwie zagłębimy się pod pozory zdarzeń możemy zostać zaskoczeni niekonsekwencją pewnych zjawisk. Wydawałoby się, że skutek musi podążać za przyczyną, gdy tymczasem wszystko może odbywać się jednocześnie, a nawet w pewnych warunkach skutek może wystąpić przed zaistnieniem swoich przyczyn, co całkowicie dezorientuje nasz logiczny umysł.

Postrzeganie wprowadza nas w błąd, dlatego niezależnie od własnego systemu wartości czy światopoglądu warto mieć świadomość, że każde nasze działanie dobre czy złe na pewno powróci jako skutek adekwatny do czynu. Będąc jednością, skutek nie ma, dokąd się „oddalić”, nie „wyjdzie” gdzieś „na, zewnątrz” bo żadnego zewnątrz nie ma. Nie ma się też, co łudzić, że śmierć może przerwać tak silny związek. Niestety, życie jest snem, po którym nastąpi następny sen będący konsekwentnym rozwinięciem poprzedniego. Będziemy w nim znowu dziwić się i zadawać pytania - „za co to wszystko?” Lub na przykład, „Dlaczego Bóg jest tak niesprawiedliwy?”.

Na nic zdadzą się narzekania, żyjemy w świecie,  który sami sobie stworzyliśmy powodowani własnym egoizmem. Rodząc się i żyjąc budujemy jednocześnie wszystko to, co nas otacza i co wpływa na nasz sposób działania zamykając w ten sposób koło istnienia. Przemoc rodzi przemoc. Dobro tworzy dobro tylko nie widać tego od razu. Gdyby było inaczej nikt nie czyniłby zła, za które od razu byłby ukarany, nic też nie powstrzymywałoby nas od czynienia dobra...

Niektórzy zrzucają odpowiedzialność za niecne uczynki na barki Szatana, czyli istoty uosabiającej zło w czystej postaci. Może miałoby to jakiś sens gdyby nie było tylko wymówką czy usprawiedliwieniem własnych słabości, egoizmu i lenistwa. Gdyby skłaniało do walki z owym Szatanem bez oglądania się na pomoc z nieba na pewno nauczyłoby nas wiele o naturze samego zła i pomogłoby stać się lepszymi ludźmi.

Możemy jednak obyć się bez istot „nadprzyrodzonych” o niepewnym statusie istnienia. Wystarczy założyć, że wszystko zawsze powraca do źródła, co oznaczałoby, że nie może powstać coś takiego jak zło absolutne (czy też szatan) rozumiane jako destrukcja, takie zło, bowiem wracając do punktu wyjścia zniszczyłoby samo siebie w jednej chwili.

 

Prawa przyczynowo skutkowego lub też „karmy” nie należy mylić z losem, na który nie ma wpływu i który musi się wydarzyć.  Nie ma tu też kwestii winy i kary bowiem owo prawo działa całkowicie bezosobowo, nie jest też czymś, co tworzyło by ścisły, z góry ustalony plan naszego życia bowiem prawo przyczynowo skutkowe jest dynamiczne i poddaje się zmianom.

To proste – jest przyczyna i jest skutek wynikający z przyczyny oraz ich wzajemne korelacje, na nasze szczęście większa część skutków wyczerpuje się w tworzeniu formy i warunków przyszłego odrodzenia, a te, które pozostaną nie muszą koniecznie ujawnić się w tym życiu. Tak, więc rodzimy się – można by powiedzieć - z prawie czystym kontem a to, co się wydarza jest w większości bezpośrednim skutkiem naszego obecnego postępowania.

 Mamy władzę kształtowania swego życia i wolną wolę, wystarczy tylko być świadomym tendencji swego charakteru i tego, co się wydarza. Gdy jednak zabraknie owej świadomości to naszym obecnym postępowaniem zaczną kierować złudzenia narzucane przez świat zewnętrzny, znowu będziemy miotać się w nieskończonych cyklach odradzania, przeżywać cierpienia chorób, starości, strat i niemożności. Będziemy nieskończoną ilość razy przeżywać śmierć i ogromny strach jej towarzyszący. Każde życie bez pracy nad sobą będzie staczać nas coraz głębiej w otchłań degeneracji, w światy zwierząt i innych mniej zorganizowanych form życia.

Jest to proste, wystarczy nie przeciwstawiać się własnemu ego, nie robić nic, co wymagałoby pracy nad samym sobą. Ta droga jest bardzo łatwa i w zasadzie tworzy się bez naszego udziału. Kieruje naszym myśleniem, uczynkami a nawet odruchami jak lalkarz marionetką, która jednakże po użyciu ląduje na dnie zakurzonej skrzyni.

Druga opcja jest niczym wspinaczka po górskiej ścieżce, wymaga wysiłku i ciągłej samokontroli, ale nagrodą jest niezmierzony, piękny widok ze szczytu i poczucie prawdziwej wolności - Oświecenie.

 

Nauka o skutkach uświadamia nam jak ważna na drodze jest moralność.

Budda pozostawił wiele nauk w tej materii, ale w zasadzie sprowadzają się one do sedna, które współczesnemu, inteligentnemu człowiekowi powinno wystarczyć.

 

„Unikaj zła.

Czyń dobro

Zachowaj czysty umysł”

 

To esencja nauk Buddy.

 

„Nie lekceważ zła, myśląc:,,To mnie nie dotknie''. Kropla po kropli napełnia się dzban woda, i podobnie głupiec, gromadząc zło po trochę, cały się nim wypełnia.

 

Nie lekceważ dobra, mówiąc:,,To mi nic nie da''. Kropla po kropli napełnia się dzban woda, i podobnie mądry człowiek, gromadząc dobro po trochę, cały się nim wypełnia.”

Dhammapada

 

Każde pozytywne działanie sprawia, że stajemy się lepsi, każde zaniechanie negatywnej czynności daje nam siłę i wiarę do dalszego samodoskonalenia.

Negatywne zaś uczynki powodują, że każdy następny zaczynamy usprawiedliwiać poprzednim, zło wyrządzone zaczyna kierować życiem bez udziału woli, popadamy coraz głębiej w złudzenie, zaczynamy otaczać się podobnymi sobie ludźmi, co tylko jeszcze bardziej napędza koło zła. Pamięć o złych uczynkach tak głęboko zapada w podświadomość, że całe nasze działanie zostaje ukierunkowane i czasem nawet wbrew woli spycha nas w coraz głębsze bagno.

Nie jest to nic odkrywczego, wszystkie religie nawołują do zaniechania złych uczynków a promują te dobre. Niestety sama promocja, a nawet prawa i nakazy nie wystarczą gdyż człowiek ma taką naturę, że nie da się go zmusić odgórnie do czynienia dobra. Dlatego ważne jest zrozumienie mechanizmów kierujących naszym postępowaniem i przyczyn powstawania cierpienia. Moralne życie sprawia, że umysł się uspokaja, nie jest targany wyrzutami sumienia i negatywnymi emocjami, dlatego widzi i rozumuje jaśniej, łatwiej też mu się skupić i zachować, uważność tak ważną w medytacji i życiu codziennym. Człowiek kierujący się czystymi moralnie zasadami cieszy poważaniem, szacunkiem i przyjaźnią wielu ludzi, co samo w sobie jest powodem do zadowolenia z życia. Moralne życie przynosi spokój umysłowi, który nie szarpany negatywnymi emocjami przestaje szukać szczęścia w materialnych złudzeniach, a zaczyna je generować sam z siebie. W tym momencie, jeśli pojawi się cierpienie to nie będzie już odczuwane z taką mocą, umysł kierujący się czystymi moralnie zasadami ma siłę, dzięki której przezwycięża trudności i cierpienie.

 

Zasady moralne we współczesnym rozumieniu są dość płynne i zależą od wielu czynników zewnętrznych. To, co w jednej kulturze czy grupie społecznej jest akceptowane w innej już może budzić wielkie emocje. Dlatego nie ma sensu wnikać w szczegóły i roztrząsać kontekstu każdej możliwej sytuacji. Uniwersalną zasadą jest, że lepiej zdać się na wyczucie oparte na idei nie krzywdzenia innych. Jeśli jednak wkraczamy na ścieżkę buddyjską to wskazane byłoby trzymać się zasad polecanych przez Buddę. Są to: Właściwa mowa, działanie i sposób utrzymania – wszystkie one będą opisane w dalszej części książki.

 

Wsparciem dla moralności jest uważność. [1]

 

Uważność (Sati) jest właściwością umysłu, która pozwala zauważać to, co się wydarza dokładnie w taki sposób, w jaki się to wydarza bez nadawania znaczeń, oceniania i tworzenia poglądów. Jest to zdolność do obserwacji bez krytycyzmu bez osądzania czy potępiania, ale też bez wpadania w zachwyt. Uważność jest niczym czyste, idealne zwierciadło, które odbija rzeczywistość bez żadnych zniekształceń.

Uważność pozwala widzieć wszystko jasno i wyraźnie, nic nam nie umyka nic nie jest zafałszowane, widzimy i przeżywamy prawdziwy świat i prawdziwego siebie.

Dzięki tej zdolności możemy kontrolować swoje zachowanie i świadomie rozwijać moralność. Widzimy rzeczy, takie, jakie są, a iluzje ego przestają wpływać na naszą świadomość, umysł się oczyszcza i wreszcie zaczynamy zauważać tego, który wszystko przeżywa poza samymi przeżyciami. Zauważamy sam umysł - naszą prawdziwą naturę.

Trenować uważność możemy zawsze i wszędzie - w pracy, szkole, idąc, jadąc samochodem itd. Nie koliduje to z żadnymi czynnościami a co więcej wspomaga i zwiększa efektywność wszelkich działań.

Więcej zapamiętujemy z wykładów, nie tracimy nigdy czasu na poszukiwanie „złośliwych martwych przedmiotów”, nasza praca staje się dokładna i bezpieczna. To wszystko ułatwia życie tu i teraz, pokazuje że nauki buddyjskie służą nie tylko rozwojowi duchowemu, ale są praktyczne w codziennych zmaganiach z materią.

Oczywiście utrzymywanie uwagi zawsze i wszędzie jest bardzo trudne, dlatego następnym integralnym elementem drogi jest medytacja, która uspokaja i usuwa rozproszenie, dzięki czemu jesteśmy w stanie skoncentrować się na uważnym życiu.

 

Tak, więc wreszcie wyłania się nam droga w trzech częściach:

 

Mądrość – właściwe poglądy i zamierzenia

Moralność – Właściwa mowa, działanie i sposób utrzymania

Medytacja – Właściwy wysiłek, uważność i koncentracja.

W sumie osiem składowych elementów zwanych Szlachetną Ośmioraką Ścieżką.


<powrót do spisu treści    dalej>


[1] Na końcu książki podane są w punktach „Cztery Podstawy Uważności”  na podst. Sutry „Satipatthany”


 Buddyzm w XXI wieku