Amitaba - Buddyzm, Dharma, Nirwana


Nauki

 

Chęć pomocy innym doprowadziła Buddę do odkrycia prawdziwej natury wszystkiego – naszej natury. Jest ona tak piękna, że zwykłe przyjemności tego świata są przy niej tylko bladym w dodatku odwróconym odbiciem. Jednakże by owego piękna doświadczyć trzeba przejść taką samą drogę jak Budda, dlatego wszystkie nauki są jakby opisem i powieleniem tego, czego On sam dokonał.

Budda zdawał sobie sprawę, że oświeceniem nie da się nikogo obdarować i nie da się wyzwolić od cierpienia ludzi, którzy tak naprawdę tego sobie nie życzą.

My nazbyt często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że cierpimy to uczucie, bowiem tak mocno zintegrowane jest z naszą naturą, że zauważamy go dopiero, gdy jego intensywność wzrasta ponad akceptowany przez nas poziom. Jak więc w takich warunkach Budda miał wypełnić swą obietnicę i wyzwolić nas od cierpienia?

Oświecony jednak zna naturę wszystkich istot, wie, że jedynym sposobem jest nauka, cierpliwe objaśnianie krok po kroku prawdziwej natury życia i świata.

Nic, bowiem nie osiągnąłby przez nakazy, zakazy lub wiarę, którą zawsze można podważyć, tylko, bowiem my sami, dzięki wewnętrznemu przekonaniu i chęci dokonania zmian możemy działać i osiągnąć wyzwolenie.

 

Pierwszą nauką, którą wygłosił Budda była prawda o cierpieniu.

Cierpienie nie jest odkryciem buddyjskim mówią o nim też i inne religie np. chrześcijańska jednak w tym przypadku różnica w pojmowaniu jest dość znaczna. W chrześcijaństwie cierpienie jest czymś co uszlachetnia, co prowadzi do Boga, buddyzm natomiast nie usprawiedliwia istnienia cierpienia mówi natomiast, że jest ono kompletną pomyłką, że nie cierpienie a radość jest prawdziwym sensem życia. Niestety ku naszemu utrapieniu cierpienie istnieje i jest prawdą naszej uwarunkowanej egzystencji.

Może nie brzmi to zbyt zachęcająco i optymistycznie, ale prawda nie musi być łatwa i przyjemna, zresztą rzadko, kiedy taką jest. Każdy z nas zapewne wolałby usłyszeć coś radosnego i podnoszącego na duchu, niestety (lub może na szczęście) droga Buddy opiera się na prawdach odkrytych przez doświadczenie i żadne nasze lubię – nie lubię nie zmieni faktów. Pozostaje nam, zatem sprawdzić wszystko samemu lub obrać inną drogę rozwoju duchowego.

Na szczęście w następnej nauce Budda stwierdza, że cierpienie ma przyczynę i tak jak wszystko inne ma też swój koniec. Nie istnieje jako coś odrębnego od nas samych więc możemy się od niego wyzwolić. Niestety póki co z naszego punktu widzenia cierpienie musimy uznać za istniejące.

Czytając o cierpieniu możemy pomyśleć, że to jakaś nieprawdziwa, bardzo pesymistyczna historyjka, ale wystarczy włączyć telewizor by zobaczyć ogrom cierpienia na całym świecie. Właściwie to może lepiej przejrzeć  sobie strony internetowe organizacji humanitarnych takich jak:

 

·  http://www.unicef.pl/

·  http://www.amnesty.org.pl/ (Amnesty International PL)

·  http://www.unic.un.org.pl/ (Ośrodek Informacji ONZ w Wawie)

·  http://www.hfhrpol.waw.pl/ Helsińska Fundacja Praw Człowieka

 

Dowiemy się paru ciekawych rzeczy nie zaciemnionych przez puszczane w kółko piękne lecz fałszywe reklamy, jak w TV.

 

głód i cierpienie w AfryceDziesiątki milionów osób - w tym 11 milionów to dzieci do lat pięciu - umierają co rok z powodu uleczalnych chorób lub takich, którym można zapobiec.

Na świecie co rok umiera z głodu około 30 milionów osób. Porównajmy - w ciągu pięciu lat druga wojna światowa spowodowała śmierć 50 milionów. Teraz w ciągu pięciu lat umiera z głodu trzy razy więcej - 150 milionów

 

My akurat należymy do około 20% szczęśliwców żyjących w krajach uprzemysłowionych, nie cierpimy głodu, a przynajmniej nie taki jak np. w krajach Afryki.

 

Tak więc cierpienie istnieje, a to, że akurat teraz nas ono nie dotyka nie oznacza, że tak będzie zawsze, nie znamy przyszłości, ale jedno wszakże możemy przewidzieć- starość, chorobę i śmierć.

Zdaję sobie sprawę, że kiedy jest się pięknym i młodym, lub tylko pięknym...

To istnienie cierpienia nie jest tym, o czym się myśli i zauważa. Nawet, jeśli jest gdzieś tam obecne to przyćmiewają go sprawy bieżącego życia, imprezy, dziewczyny itd. Jednak, gdy z jakichś powodów zabraknie tego wszystkiego to cierpienie wypływa na wierzch właśnie jako efekt braku tego czegoś, co jak nam się wydaje jest sensem życia. Może akurat to nie jest zbyt przekonujące, ale wystarczy sobie uświadomić ilu ludzi na świecie głoduje, ilu traci swych bliskich, ile żon i dzieci jest maltretowanych, w każdej minucie gdzieś tam ludzie przeżywają dramaty. Sam istnienie cierpienia uświadomiłem sobie w sytuacji, która mogłaby być typową moralizatorską opowiastka gdyby nie to, że jest prawdziwa. Nazywam ją opowieścią wigilijną, bo zdarzyła się właśnie w wigilię BN, wieczorem.

W ten szczególny wieczór jechałem sobie właśnie do domu, wiadomo, w nastroju raczej wesołym, myślami będąc już przy kolacji i wolnych świątecznych dniach.

Gdy zobaczyłem na drodze błyskające światła radiowozów i karetek wiedziałem, że zdarzył się jakiś wypadek - nic szczególnego jeszcze jeden do statystyk policyjnych lub wieczornych faktów w TV.

Jednak, gdy przejeżdżałem obok rozbitych wozów zobaczyłem na drodze ciało mężczyzny a w pewnej odległości paczkę owiniętą kolorowym papierem leżącą w okruchach szkła. Wtedy nagle pojawiła mi się przed oczami krótka wizja - żony tego człowieka, która czekając na męża właśnie poprawia nakrycia stołu, zobaczyłem też dzieci bawiące się koło choinki, wszyscy w radosnym nastroju, takim jak mój oczekują na powrót głowy rodziny. Nie doczekają się...

Wizja trwała ułamek sekundy, ale wrażenie, które pozostawiła utkwiło mocno w mej pamięci. Przecież to mógł być każdy, nawet ja...

Dalej pojechałem sobie powolutku i ostrożnie a świąteczny nastrój gdzieś się ulotnił.

Nie chcę nikogo przygnębiać tym przykładem, ale zrozumienie istoty cierpienia i jego wszechobecności jest bardzo ważne, doprowadziło, bowiem Buddę do odkrycia prawdy o rzeczywistości i tym samym do stanu oświecenia, przy którym ziemskie przyjemności przypominają lizanie cukierka przez papierek. Stan ten jest podstawą istnienia wszystkich istot, jest od nas nierozłączny i tylko zaciemnienia umysłu, które razem wzięte tworzą „ego” nie pozwalają nam jasno widzieć prawdy.

 

Cierpienie jest odczuwane w umyśle, tam też należy szukać jego przyczyn i sposobów pozbycia się ich, to jest nauka Buddy.

 

Jedną z właściwości naszego umysłu jest to, że zapominamy o nieprzyjemnych chwilach i bez głębszego wglądu nie jesteśmy w stanie spojrzeć całościowo na życie.

Cierpienie jednak jest obecne zawsze i nie mam tylko na myśli wyraźnego, czysto fizycznego bólu, ale też cierpienie duchowe jak smutek, zmartwienia, rozpacz i subtelne objawy niezadowolenia, braku czegoś, nie wiadomo czego, takie poczucie, że wszystko nie do końca jest takie jak być powinno według naszych wyobrażeń.

Możemy ignorować takie uczucia, ale na dłuższą metę nie da się ich upilnować, kiedyś wybuchną w postaci depresji, ataku złości czy też agresji.

Właściwie nie ma rzeczy, która w ostateczności nie przynosiłaby cierpienia, nawet przyjemności jak dobre jedzenie czy seks w nadmiarze stają się nieprzyjemne, powodują ból i cierpienie a nawet śmierć. Zdaje się, że było to przedstawione w jakimś filmie o siedmiu grzechach głównych. W tej produkcji psychopata –„zbawca” uśmiercał ludzi za pomocą metod, które jednocześnie były słabościami tych osób. Więc: Żarłoka tuczył jedzeniem aż do pęknięcia żołądka, próżną dziewczynę oszpecił a potem pozostawił wybór – życie lub śmierć, (wybrała to drugie), panienkę lekkich obyczajów... Wiadomo, co. Choć film nie dotykał buddyzmu to jednak ten motyw świetnie i obrazowo pokazuje jak przyjemności zmieniają się w cierpienie. My jednak przyzwyczailiśmy się do jego istnienia tak, że nie zauważamy go i tym samym nie przychodzi nam do głowy myśl, że może być inaczej, że ten stan jest jakiś dziwny i sztuczny.

Uczucia, których nie dopuszczamy do świadomości stają się przyczyną poszukiwania szczęścia w posiadaniu przedmiotów i ludzi, nie zdajemy sobie przy tym sprawy, że wszystko, co możemy zgromadzić będzie istniało tylko przez „chwilę”, nie zabierzemy niczego poza wrota śmierci.

Pomimo, że nie ma niczego, co mogłoby nam dać tak poszukiwane trwałe szczęście to jednak ciągle biegamy w nieustającym poszukiwaniu. Biegamy nie tam gdzie trzeba i w niewłaściwy sposób potykając się zderzając i depcząc podobnych nam „sportowców”. Inni oczywiście robią to samo powodując chaos, w którym naprawdę trudno jest cokolwiek odnaleźć. W ten sposób przeszkadzając sobie nawzajem napędzamy tylko koło cierpienia i pewnego dnia budzimy się „z ręką w nocniku”. Nagle widzimy, że życie, które jak nam się wydawało ciągle próbowaliśmy złapać po prostu przeleciało gdzieś bokiem w czasie, gdy my zajęci byliśmy zdobywaniem i gromadzeniem dóbr, planowaniem przyszłości czy rozpamiętywaniem przeszłości. Teraz jednak zbliża się śmierć, która wcale nie zapowiada końca cierpienia a tylko chwilową przerwę, po której wszystko zacznie się od nowa.

Czym jest cierpienie?

Wiemy już, że jego przyczyną jest niewiedza, która dzieli rzeczywistość na ty, ja, oni itp. Otóż wydaje mi się, że cierpienie wynika właśnie z podziału pierwotnej jedności i tęsknotą za nią. Zauważmy, że pojawia się zawsze, gdy brakuje nam upragnionych przedmiotów i ludzi bądź, gdy jesteśmy z nimi rozdzielani. Pojawia się również gdy stykamy się z nieprzyjemnościami. Ciągle chodzi tu o podział na "ja" i coś zewnętrznego, przyjemnego lub nie. Oczywiście ten podział jest złudny tak, jak i złudne są  pragnienia skierowane w niewłaściwą stronę przez niewiedzę. To ona sprawia, iż wydaje nam się, że posiadanie czy też połączenie z tymi rzeczami zaspokoi nas w głębszym, duchowym sensie, co przecież jest niemożliwe. Tak, więc cierpienie jest naprawdę brakiem duchowej jedności i zakłóceniem jej harmonii. Zakłóceniem i cierpieniem jest też choroba, która destabilizuje porządek w funkcjach organizmu. Natomiast najwyższym stopniem podziału jest śmierć jako rozpad podstawowych elementów żywego organizmu. Buddyzm wyróżnia ich pięć rodzajów, ale o tym szerzej napiszę w dalszej części książki.

 

Jeśli cierpienie wynika z podziału to szczęście powinno być skutkiem jednoczenia. Tak też wydaje się być, odczuwamy przecież owo szczęście przy kontaktach z ukochaną osobą, w momencie zdobycia upragnionych przedmiotów i w każdym przypadku, gdy dane jest nam to, czego pragniemy.

Szczęście pojawia się też jako przeżycia estetyczne odczuwane w kontakcie z naturą i sztuką, które są przejawami harmonii. Muzyka czy sztuki wizualne bazują na kompozycji łączącej elementy w harmonijną jedność na wzór tej obserwowanej w naturze.

Niestety takie odczuwanie szczęścia jest jedynie marnym odbiciem, namiastką prawdziwego stanu rzeczy. Trwałego szczęścia nie da się znaleźć na zewnątrz w nietrwałym materialnym świecie, przecież powstał on w wyniku podziału naszej prawdziwej duchowej natury i tylko w niej można go odszukać. Świat jest złudzeniem a szczęście w nim znajdowane jest tak samo złudne i nietrwałe. Te złudzenia czasami przypominają pierwotną jedność a wtedy wydaje nam się, że jesteśmy już u siebie w domu. Przynosi nam to ulgę, którą przez porównanie z cierpieniem nazywamy szczęściem. Jest to jednak tylko namiastka prawdziwego stanu rzeczy, którego nie sposób określić pojęciowo, bowiem w tym miejscu szczęście i cierpienie stają się jednym stanem poza wszelkimi porównaniami. Na szczęście wszelkie złudzenia mają swą podstawę w prawdziwej naturze Buddy, w czystym i jasnym umyśle. Ostatecznie przecież wszystko jest jednością i tylko dzięki temu możemy w ogóle wyzwolić się od cierpienia i osiągnąć oświecenie. Tak, więc nauka o cierpieniu nie jest tą ostateczną, lecz względną prawdą, której zrozumienie daje motywację i siłę napędową do dalszego działania oraz pozwala zrozumieć nasze prawdziwe potrzeby.

Jeśli uda się wam dotrwać do końca tej nudnej książki, to zapewne zrozumiecie, dlaczego cierpienie tak naprawdę nie istnieje oraz, że jest jedynie naszym, fałszywym sposobem postrzegania rzeczywistości. Zrozumiecie też, dlaczego poszukiwanie szczęścia należy rozpocząć i zakończyć w nas samych.

 

Cierpienie ma przyczynę, ale jaką?

 

Jest nią niewiedza, nieznajomość samego siebie i prawdy o świecie oraz działanie na takich podstawach. To właśnie ona (niewiedza) sprawia, że dzielimy świat na „ja” i resztę sądząc, że owe byty istnieją osobno i niezależnie od siebie. Rzeczywistość tak jednak nie funkcjonuje, nie istnieje nic, co było by naprawdę niezależne od całości i tym samym rzeczywiste. By to wyjaśnić odejdę nieco od tradycyjnej kolejności nauk Buddy i w tym miejscu przedstawię zarys świata widzianego oczami fizyka.

<< | >>

 

<powrót do spisu treści


Amitaba - Buddyzm, Dharma, Nirwana