Złudzenie istnienia 


Późną nocą.

 

Czasem wieczorami, gdy wokół panowała cisza i spokój spisywałem swoje myśli na karteczkach, które potem lądowały w różnych przypadkowych miejscach. Część po długich i pełnych przygód poszukiwaniach odnalazłem. Nie umieszczę tu jednak wszystkich, bo nie są tego warte, ale jedną może dwie...

 

Aspekt przebudzenia – wszechwiedza

 

Gdy byłem nieco młodszy miałem wielki problem ilekroć słyszałem, że bóg jest wszechwiedzący i wszechobecny nawet w przysłowiowej komórce Jasia, której Jaś jak wiemy nie posiadał (mowa tu o komórce oznaczającej miejsce do przechowywania rupieci, zapasów czy też węgla nie o telefonie GSM J).

Szczególnie frapowała mnie owa wszechwiedza, której nie mogłem tak gładko przełknąć, bo omijając lekcje religii szerokim łukiem nie zdążyłem wyrobić w sobie odruchu wiary w święte słowa świętych mężów i pism. W głowie mi się nie mieściło jak ktoś może wiedzieć wszystko, znać czyny i myśli każdej istoty, znać odpowiedź na każde pytanie. Wtedy też bym tak chciał.... Teraz już nie. Oczywiście takie pojmowanie było bardzo naiwne, a sama wszechwiedza nieprawdopodobna, nic, więc dziwnego, że z ostrożnością podchodziłem do podobnych rewelacji w naukach buddyjskich. Trwało to do czasu, gdy dotarło do mnie prawdziwe znaczenie jedności wszystkiego. Teraz wiem, że owa wszechwiedza objawia się nieco inaczej, oświecona istota nie pamięta, co wie, nie ma umysłu zapchanego wszelkimi możliwymi informacjami, jest to zupełnie niepotrzebne. Oświecony po prostu stanowi prawdziwą jedność ze wszystkimi istotami, z całym światem, odczuwa go jak siebie samego. Człowiek, jeśli chce się podrapać w swędzące miejsce nie zastanawia się jak to zrobić, jaką sekwencję ruchów wykonać, bo inaczej czekałby go los stonogi z bajeczki dla dzieci zastanawiającej się czy najpierw wykonać krok nogą nr 98 czy też 46. Oświecony po prostu w każdej sytuacji wie, co należy czynić, jak właściwie pomóc cierpiącej osobie czy jak się zachować. Nie musi się zastanawiać skoro jest wszystkim i wszystkimi. Chce się napić wody, podchodzi do kranu i odkręca go, nie wie i nie zastanawia się jak działa kran.

Wszechwiedza na tym polega, że w każdej galaktyce i na każdej planecie, na której istnieje kran, choćby nie przypominał znanego ziemskiego urządzenia, wszechwiedzący podejdzie i odkręci go, gdy tylko zechce mu się pić. Gdy zajdzie potrzeba, oświecony zrobi to, co należy, nie zastanawiając się, nie oceniając z góry sytuacji. Taki ktoś na dzikiej wyspie zerwie zawsze jadalny owoc choćby go pierwszy raz na oczy widział i zawsze porozumie się z tubylcami choćby wcześniej nie znał ani słowa w ich języku. To tylko człowiek, który postrzega siebie jako odrębną część tworzy podziały i nie widzi prawdy, którą ma przed nosem. Nawet, jeśli w przebłysku pierwotnej wiedzy zwanym intuicją otrze się o prawdę to nie zaufa jej, będzie dalej kombinował i oceniał na podstawie swych własnych poglądów czy zebranej wiedzy. Takie postępowanie zniekształca bezpośredni odbiór i działanie, odcina od prawdziwego źródła wiedzy, którym jest jedność.

 

Mieć czy być?

(Krótko)

24 Kwietnia 2005

 

Mieć nie oznacza w tym przypadku jedynie stanu posiadania, ale cały styl życia oparty na nadmiernej konsumpcji wszelakich dóbr, na praktycznie nieograniczonym zaspokajaniu zachcianek naszego „JA” nie liczącym się z kosztami ekologicznymi, społecznymi i indywidualnymi. Taka postawa łączy się lub raczej wynika z braku jakiegoś głębszego życia duchowego, a według buddyzmu z braku wiedzy o tym jak świat naprawdę funkcjonuje, co to jest życie, kim jest człowiek i po co żyje?.

Nasza chęć posiadania wynika ze złudnego wrażenia, że przedmioty zaspokoją nas również w głębszym, duchowym sensie, co jednak jest niemożliwe. Konsumpcja nigdy nie uczyniła nigdy i nikogo trwale szczęśliwym. Po krótkiej chwili zadowolenia (lub raczej ulgi) z zaspokojenia pożądania rzeczy bądź przyjemności zmysłowych przychodzi obojętność lub nawet znużenie, a po pewnym czasie nowe pożądanie, nowe pragnienia, które sprawiają ból, gdy nie są zaspokojone.

Jakie są skutki ulegania terrorowi własnego „ego” i kultywowania konsumpcyjnego trybu życia?

Nie wymienię tu wszystkich i nie wymienię też skutków pozytywnych, które choć są to jednak na krótką metę, a w dalszej perspektywie przynoszą jednak same negatywności. Nie będę wyznaczał też granicy pomiędzy zwykłym życiem a konsumpcjonizmem, bo jest ona zbyt płynna i raczej indywidualna do samodzielnej oceny.

Posiadanie czegoś, co się lubi skutkuje przywiązaniem do tego czegoś.

Z przywiązania bierze się strach przed utratą, który skutecznie paraliżuje wszelkie odruchy szlachetności i czyny wymagające poświęceń. Strach częstokroć skłania nas do mówienia nieprawdy bądź przemilczania prawdy, która powinna być mówiona bardzo głośno. Ze strachem też patrzymy na innych ludzi, na jednych jak na potencjalnych złodziei na innych jak na konkurentów dążących do upragnionych przez nas dóbr, a jeszcze innych traktujemy w strachu jak władców mogących obdzielać dobrami bądź zabierać je wedle upodobania.

Strach staje się przyczyną pewnego wyizolowania, niezdolnością do życia w jedności z innymi ludźmi i przyrodą. Na strachu żerują jednostki pozbawione skrupułów moralnych nie wahające się krzywdzić fizycznie i psychicznie innych. Społeczeństwem rozbitym łatwo jest rządzić i wykorzystywać do własnych celów, co mogą czynić i czynią owe amoralne jednostki. W takiej sytuacji zatraca się gdzieś wartość samego człowieka, zaczynamy widzieć tylko wartość jego majątku, styl życia czy inne zewnętrzne przejawy konsumpcji, człowiek zaś znika całkowicie.

Konsumpcjonizm działa negatywnie w wymiarze całego świata, zarówno w sferze ludzkiej jak i w całej biosferze planety, pogarsza ostatecznie jakość życia i przysparza wielu cierpień jednostkom ludzkim. Nie widać tego w pięknych filmach, kolorowych i fałszywych reklamach i całym zewnętrznym blichtrze świata, ale odczuwa to i będzie odczuwał prędzej czy później każdy z nas osobiście.

 

Jak to jest w naszym pięknym kraju?

 

Konsumpcjonizm połączony jest z produkcją, kapitalizmem i ekonomią, w której pomija się wartość człowieka i zatraca główny cel jej istnienia. Systemy ekonomiczne usiłują nam narzucić zachowania nie mające wiele wspólnego z ogólnoludzką jednością. Usiłuje nam się w mawiać, że musimy być konkurencyjni czy to jako pracownicy czy też jako właściciele firm. Każe nam się walczyć z innymi o lepszą pracę, o jej utrzymanie, o lepsze zlecenia, lepsze wyniki finansowe itd. Bardzo rzadko uświadamiamy sobie, że np. jednostkowa konkurencyjność to nie tylko bycie lepszym pracownikiem (narzędziem), ale też lepszym, bardziej wartościowym człowiekiem, który nie powinien wszelkimi sposobami walczyć z innymi ludźmi dla zdobycia kilku nowych przedmiotów czy też zaspokojenia zmysłów.

Właściciele firm również powinni sobie uświadomić, że nie żyją sami a dążenie do urwania kawałka rynku realizowane na ludzkiej krzywdzie prędzej lub później stanie się przyczyną klęski, upadku i cierpienia ich samych.

Każdy z nas kiedyś będzie musiał odejść i pewnie większość będzie się zastanawiała nad wartością swego życia. Co stanowiło o jego wartości, co zapisze się w ludzkiej pamięci? Pozostawiony majątek czy to, jakim się było człowiekiem w stosunkach z innymi ludźmi?

Jan Paweł II mawiał „Nie lękajcie się”, mówił to do wszystkich ludzi niezależnie od wyznania, rasy czy narodowości. Nie lękajcie się dawać innym miłość, nie lękajcie się dawać świadectwo prawdzie, nie lękajcie się działać tak jak nakazuje wam sumienie i religia. Nie lękajcie się być prawymi i szlachetnymi, współczującymi i wrażliwymi, nie lękajcie się przeciwstawiać złu.

Za bramę śmierci i tak nie da się zabrać niczego, ani majątku, ni sławy i władzy – nic, ale umierając możemy być spokojni, bo zostawiamy po sobie dobro, które będzie procentowało w sercach tych, którzy żyją, a my sami pozostaniemy w ich kochającej pamięci.

 

Wydarzenia po 2 Kwietnia 2005[1] roku pokazały jak bardzo ludzie tęsknią do jedności, do tej odrobiny zaufania i zwykłej międzyludzkiej życzliwości. Pokazały, że ludzie chcą widzieć w drugim człowieku przyjaciela i podobną im istotę a nie bezwzględnego konkurenta do materialnych dóbr. Ludzie chcą żyć i czuć się bezpiecznie razem.

 

 

Nauka a świadomość

 

 

Co jakiś czas w czasopismach popularnonaukowych ukazują się artykuły, których autorzy sugerują czytelnikom jakoby ludzka świadomość nie kryła już przed nauką żadnych tajemnic.

Naukowcy przyjmują w swych badaniach ludzki mózg jako punkt odniesienia, który jest generatorem owej świadomości. Zważywszy na fakt, że nauka postrzega żywy organizm w kategoriach mechanizmu i tak też go bada jest to całkiem poprawny punkt widzenia.

Jednak z punktu widzenia buddyzmu jest to błąd podobny do tego, jaki popełniali astronomowie ery przedkopernikowskiej. Zakładali oni, że centralnym punktem wszechświata jest ziemia i co ciekawsze wszelkie obliczenia astronomiczne oparte na takim założeniu, choć co prawda skomplikowane (oparte na sferach i epicyklach) były jednak dość dokładne i prawdziwe z matematycznego punktu widzenia. Jedyne, co było fałszywe to sposób postrzegania wszechświata, który uniemożliwiał jego szersze badanie i poznanie prawdziwego stanu rzeczy. Podobnie jest ze współczesnymi badaniami nad świadomością. Oparte są one na badaniach aktywności odpowiednich obszarów mózgu w połączeniu z odpowiadającymi im reakcjami fizycznymi, emocjonalnymi i intelektualnymi. Dają one konkretne i prawdziwe wyniki mające już teraz konkretne zastosowania praktyczne (np. w marketingu) jednak ani o krok nie zbliżają nas do poznania świadomości jako takiej.

Według nauk buddyjskich świadomość nie przebywa w żadnym konkretnym miejscu a sam mózg jest tylko maszyną, tak jakby urządzeniem nadawczo odbiorczym służącym do zdalnego sterowania ciałem. Jak widać te dwa punkty widzenia są podobne jeśli chodzi o sposób traktowania ciała, jednak jeśli chodzi o samo umiejscowienie świadomości to pogląd buddyjski daje o wiele głębszy i szerszy wgląd w naturę rzeczywistości, uwypukla też wagę tego, co dla człowieka najważniejsze - niemierzalnych stanów umysłu jak: emocje i uczucia które przecież mają ogromny wpływ na działanie organizmu i nasze świadome postępowanie.

Zgoda buddyzmu i nauki co do tego, że mózg jest mechanizmem sprawia, że nie sposób metodami naukowymi dowieść racji żadnej ze stron, bo przecież badając aktywność radia można stwierdzić, że wytwarza ono muzykę (w postaci fizycznych fal ciśnienia) choć my wiemy, że muzyka pochodzi z całkiem innego miejsca a faktycznie stworzona została przez aktywność ludzkiego umysłu. Można również wetknąć śrubokręt w obwody radia i badać wpływ takiego zakłócenia na wydobywający się dźwięk. Wnioski będą relatywnie prawidłowe, pozwolą nawet naprawiać radio, ale nic tak naprawdę nie powiedzą o faktycznym źródle muzyki.

Podejście mechanistyczne nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, omija z daleka to, co tak naprawdę jest dla człowieka najważniejsze, co stanowi o jego istocie. Są to niemierzalne stany umysłu - szczęście, miłość, rozpacz, cierpienie itd. Nie da się poznać ich prawdziwej natury badając pola elektryczne mózgu tym bardziej, że każdy z nas doświadcza takich uczuć w sposób indywidualnie zróżnicowany.

Gdzie nie może nauka tam wkracza wiara, a tak się składa, że buddyzm jest jedyną wiarą (ja bym powiedział nauką), która kompleksowo zajmuje się właśnie świadomością jako taką.

Nauka buddyjska postrzega świadomość w jej czystej postaci jako właściwość samej przestrzeni, w której wszystko to, co widzimy się manifestuje. Ta świadomość jest pierwotnie czysta, pełna spokoju i szczęścia dopiero, gdy wskutek niewiedzy zaczyna identyfikować się z tym, co się w niej pojawia pojawiają się błędne poglądy, błędne postrzeganie rzeczywistości i cierpienie.

Wszelkie buddyjskie praktyki mają na celu oczyszczenie świadomości z tego bagażu niepotrzebnych i nieprawdziwych w istocie zabrudzeń, a to oznacza powrót do naszego fundamentalnego stanu, do czystego umysłu.

 

27.12.2004

 

Droga Buddy

24 października 2002

 

Istnieje morze i istnieją fale, które są niczym innym jak tylko stanem wody i nieodłącznym atrybutem morza. Morze jest naszym domem, jesteśmy nim. Fale, czyli myśli, uczucia i zjawiska też nie są czymś osobnym, choć takie się wydają. Nie ma potrzeby uwalniać się od czegokolwiek.

Nasz dom jest tu i teraz i tylko od nas zależy czy będzie to kurna chata czy pałac. Budzimy się do tego by widzieć rzeczywistość taką, jaka jest, by ją świadomie kształtować, przez miłość, współczucie i pomaganie innym, tym zagubionym we własnych złudzeniach.

Cierpienie i inne uczucia są częścią drogi, nie jest naszym celem pozbycie się ich, a raczej rozpoznanie i przetransformowanie, tak by nie przeszkadzały, lecz by wzmocniły naszą motywację do działania. Buddyjska ścieżka pozbycia się cierpienia, nie jest celem samym w sobie, jest jedynie środkiem, dzięki któremu będziemy mogli pomagać innym. Buddzie chodziło o wyzwolenie z cierpienia wszystkich istot, ale jeśli będziemy zamierzali wyzwalać tylko siebie, to już nie jest zgodne z jego intencją. Nie powinniśmy też chcieć rozpłynąć się w nirwanie, czy też pozbyć się uczuć lub wyzwolić z samsary. Nirwana i samsara to nie są dwie różne rzeczy. Zjawiskowy świat jest naszym domem, a naszym zadaniem jest widzieć jego usterki i naprawiać, a nie uciekać. „Powstrzymywanie się od działanie, też jest działaniem, które cię wypełnia...” Bycie Buddą to działanie, radosne, inspirujące, dobre i szlachetne z myślą o dobru wszystkich, to nie rozpłynięcie się w jakimś bezmyślnym, bezjaźniowym stanie. Każdy Budda pracuje dla dobra wszystkich istot. (Tylko jakiś bóg morze patrzeć z wysokości na cierpienia istot i nic nie robić). Morze bez fal jest jak tyłek bez pośladków. Gdy znikną fale to morze stanie się zwykła płaską wodą, w której wszystkie żywe istoty powoli pozdychają. Wyzwolenie jest już tu i teraz, to nie jakiś odległy cel. Działanie dla dobra innych jest już wyzwoleniem.

 

Buddyzm po prostu

24.02.2003

 

Buddyzm w zasadzie jest prosty, wszelkie techniki mają na celu zerwanie smyczy, na której prowadzi cię złudne „ego”.

Każda z dróg jest dobra, nawet te stworzone przez ciebie, ale błędem jest przywiązywać się do nich i do koncepcji na ich temat.

Gdy twe „ja” zostaje osłabione i znika całkowicie wtedy bramy wolności stoją otworem, a twe działania automatycznie stają się pozytywne.

Krzywdzić, negować i dzielić może, bowiem tylko twoje „ego”, a jego przecież już nie ma...

Bądź uważny w tym, co mówisz i robisz,

Postrzegaj rzeczy i zjawiska takimi, jakie są bez nadawania im znaczeń, których nie posiadają, a wtedy twe „ja” nie sprowadzi cię na manowce.

Nie oczekuj, że droga zaprowadzi cię do jakiegoś celu, nie zauważysz go.

Droga już jest celem, a prawda jest tu i teraz.

Ty nią jesteś.

 

Zaufanie

04 sierpień 2002

 

Nie istnieje żadna zewnętrzna siła (Bóg czy Budda), która mogłaby dać nam oświecenie, również nie ma nikogo, kto mógłby nam pomóc go osiągnąć, jeśli sami na to nie pozwolimy i nie będziemy wytrwale nad sobą pracować. To my jesteśmy światem, wszystkim, co istnieje, jesteśmy Buddą.

Jest to bardzo ważne, gdy już zdecydujemy się przystąpić do jakiejś grupy buddyjskiej.

Tylko intuicja może nam wskazać najodpowiedniejszą, musimy jej (intuicji) zaufać na tyle by to zaufanie przerodziło się w ufność do mistrza i grupy.

Jeśli to nie nastąpi, to zdarzyć się może, że pewne nauki, czy praktyki w grupie miast pomagać zaczną wzbudzać przeszkadzające uczucia lub wręcz zwątpienie, a to tylko spowolni rozwój.

Część z nas trafiła do buddyzmu dzięki poszukiwaniom prawdy, a to oznacza, że mamy bardzo analityczne podejście do wszystkiego. To bardzo dobrze, tyle tylko, że przed poszukiwaniem grupy i mistrza należy dobrze przemyśleć: czy naprawdę tego potrzebuję?, Czym jest grupa?, Kim jest mistrz?, Czego oczekuję? I czy jest to potrzebne?. Trzeba zrozumieć te kwestuje tak by nie stały się one zarzewiem wątpliwości w czasie praktyki.

Własne przemyślenia są bardzo ważne, choć ich istotą są znane nam koncepcje, to jednak otwierają one bramę do umysłu. Te przebłyski intuicji, te właściwe odpowiedzi pojawiające się jakby same z siebie są właśnie kontaktem z pierwotną mądrością umysłu.

Jeśli nie zaufamy własnemu umysłowi, to nie zaufamy nikomu, a wtedy wszelkie grupowe praktyki mijają się z celem.

Najlepiej gdyby każdy realizował wskazówkę Buddy o rozmyślaniu i rozwijał swe zrozumienie, ale na szczęście oświecenie nie jest od tego uzależnione. Pewne osoby potrafią być naturalnie entuzjastycznie i ufnie nastawione, ale nie przejawiać tendencji do analizy. Dla nich są odpowiednie metody, których użycie zależy od mistrza. Osoby te nie muszą wiedzieć, że wszelkie błogosławieństwa czy przekazy mocy (np. w linii Kagyu) to nie jakaś zewnętrzna „magia” a tylko pomoc działająca na poziomie podświadomości, która powoduje otwarcie się danej osoby na własną naturę Buddy.

To wszystko pod warunkiem, że mistrz jest prawdziwy. Jak więc takiego rozpoznać? W prawdziwym nauczycielu nie ma krzty pożądania, przywiązania czy złości. Jeśli jednak raz czy drugi odkryjemy potknięcia tego typu to sprawdzamy jak nauczyciel zareaguje na nasze uwagi, jeśli przyjmie je z pokorą to wszystko w porządku być może nie jest ideałem, ale gdy się nie ma innego... Generalnie chodzi o to by sprawdzić jak silne jest „ego” nauczyciela, które tak prawdę powiedziawszy nie powinno istnieć u kogoś, kto chce nauczać dharmy. Skrajnym przypadkiem nieodpowiedniego nauczyciela jest taki, który wikła się w skandale seksualne czy majątkowe, takie zachowanie zazwyczaj oznacza istnienie silnego pożądania, co kwalifikuje nauczyciela raczej na pozycję demona niż kogoś, kto powinien pouczać o Dharmie Buddy.

Nasz los zależy od nas samych, od naszego rozsądku, obserwacji i wyczucia.

 

„Jesteś swoim jedynym mistrzem”, to słowa Buddy. Szlachetna Ośmioraka Droga, którą nam przekazał jest doskonała i kompletna oznacza to, że (przynajmniej teoretycznie) istota o szczerych, silnych motywacjach i potrafiąca narzucić sobie dyscypliną nie potrzebuje niczego innego.

 

Dlaczego buddyzm?


Myślę, że nie da się odpowiedzieć w kilku zdaniach, o ile w ogóle można
słowami wyrazi głęboki proces transformacji, który prowadzi do pewności, że
właśnie buddyzm jest tą ścieżką, po której chcemy kroczyć.

Dlaczego?.. Może, dlatego, że uczy dotykać rzeczywistości bez pośredników,
uczy żyć w owej rzeczywistości, obcować, na co dzień z prawdą.
Buddyzm jest dla mnie po prostu żywym doświadczeniem prawdy i życiem
codziennym.
Dzięki praktyce buddyjskiej człowiek staje się świadomy motywacji swych
czynów a wtedy potrafi pokierować życiem tak, by było inspiracją dla innych,
choćby tylko najbliższych. To już wystarczy, dobro raz okazane zatacza coraz
szersze kręgi jak fale po wrzuceniu kamienia do stawu. (Albo jak marketing wielopoziomowy· :-))·Jedna szczerze praktykująca osoba zmienia cały świat, choć może od razu tego
nie widać.
Buddyzm uczy patrzeć na wszystko i wszystkich ponad podziałami stworzonymi
przez konceptualne myślenie. Proszę dopisać tutaj wszystkie pozytywne słowa,
to jest właśnie buddyzm. Przepraszam to nie jest buddyzm, bowiem buddyzm to
słowo, czcza gadanina a doświadczenie jest po prostu prawdą, prawdą o
jedności wszystkiego.

  

 

Impresja

 

Jakie to wspaniałe,

Gdy wszystko wokoło po prostu jest,

Dzieje się spontanicznie.

Tyle form, kolorów i dźwięków

Przejawia się w przestrzeni umysłu.

To wspaniałe,

że nie muszę niczego osiągać

Ni starać się zrozumieć.

Po prostu wiem.

Prawda jest tutaj i tam

Wszędzie, jestem jej częścią

A ona moją.

Nie ma drogi, którą trzeba by iść

Nie ma celów do osiągnięcia

Nic nie krępuje mojej wolności

Nie ma też mnie

Jest dzianie się, miłość i jedność

Początek łapie za ogon koniec

Pytania rozpuszczają się w doświadczeniu

A jeden płatek kwiatu

Odkrywa tajemnice, których nie udźwignie gruba księga

Gęsto zapisana słowami

Zniknęły ramy pojęć

Które wydzielały prawdę w okruszkach

Niczym żebrakowi grosze

Nie muszę jej wybierać spomiędzy kamieni

Gdzie leżały przykryte mułem

Nie ma już medytacji i po medytacji

Nie ma ja i ty

Jest tak jak było zawsze

Po prostu

Widzę jak wszystko płynie w jednym kierunku

Niczym rzeka, która meandruje

Choć płynie zawsze naprzód ku morzu

Swemu kochankowi

Ja jestem bezmiarem morza

Które pulsuje życiem w nieskończoność

Jego głębią

To ja jestem tobą...

Zamknij książkę

Wytrząśnij spod powiek litery.

Oddech wygładzi ocean

A ty zanurkuj swobodnie

W jego przyjaznym błękicie

Nie goń za bąbelkami

Widzisz światło?

To twoje życie.



[1] Śmierć Jana Pawła II, Wielkiego Papieża Polaka. Wielkie milionowe i powszechne msze, procesje i pochody w całym kraju. Wielkie zjednoczenie Narodu Polskiego w Żałobie Narodowej.

<< | >> 

<powrót do spisu treści  


 Buddyzm w XXI wieku