Amitaba - Buddyzm, Dharma, Nirwana 


Świat

 

Mówimy kolor,

Mówimy słodycz,

Mówimy gorycz,

Lecz w rzeczywistości to tylko atomy i przestrzeń.

 Demokryt (około 400 r. pne.)

 

Każdy z nas, na pytanie o rzeczywistość może wyciągnąć rękę przed siebie i stwierdzić „to właśnie jest to”. Na co dzień może być to wystarczające, ale zagłębiając się nieco pod warstwy wrażeń zmysłowych odkrywamy, że to, co do nas dociera nie jest tożsame ze źródłem, z istotą rzeczywistości.

Wygląda to tak jakby prawda o świecie schowała się za jakąś maską.

Posłużę się prostym przykładem, który pozwoli poukładać i przemyśleć wiedzę nabytą w szkole lub z książek

Wyobraźmy sobie, że siedzimy na łące w lesie, wokół zielona, miękka w dotyku trawka, słonko przyjemnie grzeje, zające kicają, a żubry występują w puszczy... Trochę się rozpędziłem, ale wizja chyba przyjemna.

Wracając do tematu, gdzie, zatem jest ta ukryta rzeczywistość?

Może w trawie? Zielonej trawie.

Co jest zielone? Przecież cała materia zbudowana jest z atomów, czy atomy bywają zielone?

Jak wiemy nośnikiem informacji o obrazie są fale świetlne, które odbijając się od przedmiotu ulegają modulacji i docierają w końcu do siatkówki oka.

Więc może światło jest zielone?

Okazuje się, że nie, kolor światła to tylko nazwa przypisana określonej długości fali i to, co możemy o nim powiedzieć jest jedynie opisem oddziaływania owej fali na siatkówkę oka.

Światło nie jest kolorem podobnie jak fala radiowa nie jest muzyką czy obrazem telewizyjnym. To wszystko jest tworzone w odbiornikach na podstawie informacji niesionych przez fale.

Cała materia w zasadzie składa się tylko z oddziaływań, (czyli poniekąd informacji o działaniu) na przykład taki atom, dzięki modelom i rysunkom poglądowym wydaje nam się, że wiemy jak wygląda, ale nic bardziej mylnego, atomu nie zobaczylibyśmy nawet gdyby powiększył się do rozmiarów domu. Atom to po prostu pusta przestrzeń, w której wokół jądra zbudowanego z protonów i neutronów krążą elektrony. W dodatku okazuje się, że protony i neutrony zbudowane są z jeszcze mniejszych cząsteczek zwanych elementarnymi – kwarków. Szkopuł w tym, że zarówno kwarki jak i elektrony nie mają jakiejś określonej formy, to po prostu niematerialne, nieskończenie małe punkty

Lub jak głosi teoria strun pętelki istniejące w innym, dodatkowym wymiarze. Te pętelki czy też struny drgają na różne sposoby podobnie jak struny instrumentu, ale miast wytwarzać dźwięk stwarzają złudzenie istnienia cząsteczki. Przypomina to kręcącą się na gładkim stole monetę, jeśli ta będzie obracać się wystarczająco szybko to zamiast niej zobaczymy przestrzenną kulkę. Wszystko, co możemy o cząsteczkach powiedzieć jest jedynie opisem ich mierzalnych oddziaływań nie da się, więc z całą pewnością powiedzieć, że są one „czymś”, co było by realnie i niezależnie istniejące. Weźmy na przykład taką masę cząsteczki okazuje się, że jest ona tylko miarą oddziaływania grawitacyjnego lub (i) przyspieszenia, któremu cząstka jest poddawana.

Ze słynnego równania E=mc2 wynika, że masę można zamienić w całości w energie, a w odwrotnym kierunku dostarczając energię stworzyć masę. Można by właściwie stwierdzić, że masa jest skumulowaną energią nie jest, więc czymś, jakąś trwała cegiełką niezależną od zewnętrznych warunków.

Równie dobrze materia może istnieć tak jak opisują to nauki buddyjskie – jako ruch i działanie w obrębie przestrzeni umysłu będące właściwościami samej przestrzeni. Niestety by całkowicie obiektywnie stwierdzić naturę świata trzeba by wyjść poza ograniczenia materii niczym sędzia nie zaangażowany i będący poza interesem każdej ze stron. Tego jednak nauka uczynić nie potrafi, dlatego jak na razie pozostają nam owe opisy oddziaływań i domniemania na nich zbudowane. By dodatkowo pogmatwać sprawę dodam, że sam fakt obserwacji cząsteczek wpływa na ich zachowanie a nawet istnienie, więc na dzień dzisiejszy nie za bardzo dałoby się „wyjść” i obserwować bezstronnie materialną rzeczywistość.

Na podstawie tego, co wiemy możemy jednak stwierdzić, że materia, jaką znamy z codziennego doświadczenia po prostu nie istnieje w taki sposób, jaki nam się wydaje. Jest potocznie mówiąc pusta właśnie tak jak to stwierdzają nauki buddyjskie.

 

Nawet wydawałoby się takie stałe wartości jak czas i przestrzeń nie są naprawdę niezmienne i niezależne.

Właśnie o tym mówi Teoria Względności Einsteina. Wynika z niej, że wraz ze wzrostem prędkości czas zwalnia by przy prędkości granicznej, czyli 300 000 km/s osiągnąć wartość zerową. W odwrotnym przypadku to znaczy ze spadkiem prędkości łączy się przyspieszenie upływu czasu aż do momentu w którym wszelkie zdarzenia zachodzą natychmiastowo czyli zanika ich wymiar czasowy. Jest to punkt całkowitego braku ruchu.

Oczywiście to zwolnienie czy przyspieszenie czasu odnosi się tylko do konkretnego poruszającego się obiektu, jest po prostu relatywne.

Te dwie krańcowe wartości ruchu, czyli prędkość światła i brak prędkości oznaczają upływ czasu o wartości zero, czyli jego brak. Wynika z tego, że czas nie istnieje jako „coś”, co było by odrębnym i niezależnym istnieniem, jest tylko relatywną wartością wynikającą z naszego sposobu postrzegania ruchu.

 

Według nauk buddyjskich to umysł, (czyli obserwator) stwarza złudzenie istnienia czasu i przestrzeni Świadomość, bowiem by mogłaby być czegokolwiek świadoma musi segregować i układać po kolei docierające do niej informacje w podobny sposób jak podczas wyświetlania filmu – klatka po klatce. Ten sposób oglądania stwarza złudzenie ciągłości w czasie nie ma innej możliwości oglądania świata, bowiem coś, co nie jest postrzegane w kolejności czasowej po prostu nie może być zauważone.

Upływ czasu jest bardzo subiektywnym odczuciem są przecież chwile, które wydają się ciągnąć w nieskończoność i są też takie, które mijają zbyt szybko.

Tylko miara, jaką dla własnej wygody ustanowiliśmy porządkuje te odczucia i pozwala w miarę sprawnie poruszać się w czasie. Jednak proszę zauważyć, że miara czasu nie jest samym czasem, jest czymś sztucznym nie mającym prawa istnieć bez istot, które są zdolne nią posługiwać.

Czas jest pojęciem względnym podobnie jak przestrzeń i ruch, których nie da się rozpatrywać w oddzieleniu od nas samych.

Teoria Względności łączy te wszystkie aspekty świata w jedną całość, której elementy są od siebie wzajemnie zależne. Podobnie Budda opisuje wszelkie zjawiska jako złożoność współzależnych przyczyn i warunków.

Teoria Względności Einsteina szczególnie uwypukla zjawisko ruchu. Według niej wszystko, co istnieje porusza się i to w dodatku z maksymalną możliwą prędkością, czyli szybkością światła. Może to nam się wydawać dziwne przecież w codziennym życiu poruszamy się znacznie, znacznie wolniej.

Teoria jednak wyjaśnia ten fenomen rozbiciem prędkości na ruch w czterech wymiarach (trzy przestrzenne plus czas) dopiero ich zsumowanie daje prędkość światła. Wynika z tego, że światło porusza się tylko i wyłącznie w przestrzeni nigdy w czasie. Jednak rozpatrywanie przestrzeni w oddzieleniu od czasu traci nieco sens dla człowieka i wkracza w sferę abstrakcji. Przecież z przestrzenią związana jest odległość i czas potrzebny na jej pokonanie, jeśli coś porusza się z prędkością światła to pokonuję odległość niejako poza czasem, natychmiastowo. Gdyby światło było świadome nie zauważałoby upływu czasu, dla niego podróż nie ważne, na jaką odległość trwała by natychmiastowo.

Jeśli coś może pokonać dowolną odległość w zerowym czasie, to dla niego odległość ta staje się jedynie sztucznym tworem pozbawionym sensu i jakiejkolwiek przydatności.

Jeśli coś istnieje tylko w zależności od punktu obserwacji, to nie da się obiektywnie powiedzieć czy istnieje naprawdę czy jest tylko tworem postrzegającego umysłu.

Budda naucza, że wszystkie zjawiska są umysłem tego, który ich doświadcza i na pewno coś w tym jest. To umysł nadaje znaczenie obserwowanym zjawiskom, potrafi je skatalogować oraz umiejscowić w czasie i przestrzeni Bez obserwującej świadomości nie istnieje nic.

To w umyśle powstaje kolor i forma tam też powstaje wrażenie dźwięku, który przecież z fizycznego punktu widzenia jest tylko drganiem atomów. To drganie jawi nam się jako przyjemna muzyka, głos ukochanej osoby lub niemiły hałas, a przecież są to cały czas te same drgania i nic więcej. Wrażenia dotykowe i smakowe funkcjonują tak samo, też są PRODUKOWANE w umyśle. Bez umysłu nie istnieje kolor, dźwięk, forma oraz subtelne odczucia dotykowe i smakowe.

Wygląda na to, że świat nie istnieje niezależnie od obserwatora zdolnego go doświadczać a sam fakt obserwacji potrafi wpływać na otaczającą nas rzeczywistość.

Ludzie od wieków podejrzewają świat o brak realności, czymże, bowiem są opowieści Platona o cieniach na ścianie jaskini, jak nie przebłyskami intuicyjnej wiedzy o rzeczywistości. To jednak nauki Buddy jako pierwsze dają spójny obraz świata zgodny ze współczesną wiedzą. Według niego wszystko, co istnieje jest jedną niepodzielną przestrzenią umysłu o właściwościach pozwalających na tworzenie i doświadczanie bytów. Wszystko, co się w nim pojawia jest poruszeniem tej przestrzeni, która współgrając sama z sobą tworzy złudzenie świata.

Niestety umysł właśnie poprzez niewiedzę, takie podstawowe, istniejące od zawsze zaciemnienie nie potrafi dojrzeć sam siebie, dlatego łapie się swoich produkcji i utożsamia z nimi tworząc „ja”, „ty”, „on” i cały świat postrzegany przez nas jak najbardziej realnie.

Tak wyprodukowana rzeczywistość jest tylko iluzją, względną formą, poza którą nie jest łatwo wyjść by stwierdzić stan faktyczny. Nie jest łatwo, dlatego, że aby wyjść trzeba wejść - w samego siebie, a na tak prostą koncepcję najtrudniej jest wpaść. Wiadomo, „najciemniej jest pod latarnią”.

Ta iluzja jest całością, której elementów nie da się rozpatrywać w oddzieleniu od reszty tak się, bowiem składa, że części nie istnieją poza całością. Powstawanie i istnienie tych względnych elementów jest uzależnione od warunków i przyczyn, wszystko jest ze sobą połączone i zależne od siebie nawzajem. Prawo to stosuje się zarówno do najmniejszych cząsteczek jak i relacji między organizmami żywymi na człowieku kończąc.

Oto, co powiedział Budda o naturze świata:

 

,”Ponieważ wszystko powstaje dzięki szeregowi przyczyn i warunków, przeto zjawiskowe formy rzeczy nieustannie się zmieniają; nie ma tu stałości, która powinna znamionować każdą autentyczną substancję. Właśnie z uwagi na ciągłą zmianę zjawisk możemy porównać rzeczy do mirażu czy snu. Ale ludzie, którym brak wiedzy, przyjmują, że świat jest realny i działają opierając się na tym niedorzecznym założeniu. Ponieważ jednak ten świat jest tylko iluzją, przeto ich opierające się na błędzie działania przynoszą im tylko szkodę i prowadzą do cierpienia. Rozpoznając, że świat jest tylko iluzją, mądry człowiek nie postępuje tak, jakby był on realny - tym sposobem unika cierpień."

 

Formy, czas, przestrzeń i wreszcie to, co określamy jako „ja” i „ty” jest ciągłym ruchem, taką rzeką, która zmienia się w zależności od różnych warunków. W tej rzece główny nurt ukształtowany jest przez złudzenia, które porywają wszystko w szaleńczym tempie. Na szczęście umysł, w którym wszystko się wydarza tak naprawdę jest panem sytuacji, jeśli tylko uświadomi sobie, że posiada wolną wolę zdolną stawić czoła rwącemu nurtowi snów.

Korzystanie z tego przywileju jest trudne i tak naprawdę tylko niewielu ludzi potrafi świadomie i niezależnie kierować swoim życiem. Zazwyczaj dajemy się prowadzić swemu pożądaniu i w momentach przełomowych, gdy jest wybór między prawdą, która wydaje się być trudna, a lekką i przyjemną iluzją pozwalamy prowadzić się swemu „ego”. Tak, więc nasze działania są uwarunkowane.

Budda naucza jak dzięki nauce, medytacji, moralności i uważności osiągnąć jasność umysłu wolną od uwarunkowań. Jasność, dzięki której możemy świadomie kształtować swe życie i otaczający nas świat.

Podążając za wskazówkami Buddy pozbywamy się cierpienia i jesteśmy w stanie realnie pomóc innym żywym istotom.

<< | >>

 

<powrót do spisu treści


 Buddyzm w XXI wieku