Amitaba - Buddyzm, Dharma, Nirwana 


Wybrane nauki

Cz.II

 

 

„Oto cztery prawdy tego świata; pierwsza, – że wszystkie żywe istoty powstają z niewiedzy; druga, – że wszystkie obiekty pragnień są nietrwałe, niepewne i wiążą się z cierpieniem; trzecia, – że wszystko, co istnieje jest również niepewne, nietrwałe i związane z cierpieniem; czwarta, – że nie istnieje nic, co można by nazwać „ja” i na całym świecie nie ma niczego, co można by określić jako „moje”

 

W zasadzie cała książka rozwija temat tych czterech prawd, ale i tak w skrócie przypomnę, o co chodzi.

 

Istoty powstają z niewiedzy – Podstawą istnienia jest przestrzeń umysłu, choć ta nazwa nie jest adekwatna do rzeczywistości to z braku innej będę się nią nadal posługiwał. Przestrzeń ta nie może zostać opisana słowami, brak jest po prostu porównań, które oddałyby jej prawdziwe właściwości. Jedną z dziwnych cech tej przestrzeni jest to, że wytwarza świadomość lub też może sama jest świadomością. Nie chodzi tu tylko o świadomość, jaką znamy z autopsji, to znaczy świadomość „ja”, ale o czystą nie rozróżniającą przytomność. Wygląda to tak, jakby to, co pojawia się w przestrzeni zauważało samo siebie, każda nawet najdrobniejsza rzecz jest jakby ruchem umysłu stąd zresztą wszystko w naszym świecie rusza się i drga na wszelkie możliwe sposoby.

Dwa filary współczesnej fizyki, czyli mechanika kwantowa opisująca to, co najmniejsze i ogólna teoria względności pozwalająca zrozumieć czas, przestrzeń i całą resztę mechaniki w skali wszechświata nie uzupełniają się wzajemnie. Wygląda na to, że obydwie teorie nie mogą jednocześnie być słuszne. Nic zresztą dziwnego, obydwie obmyślano i rozwijano niezależnie od siebie.

Stworzono, więc nową ideę tak zwanych superstrun.

Jak na razie wiadomo nam, że najmniejszą cząstką materii są elektrony i kwarki1 teoria superstrun zakłada, że cząstki te zbudowane są z maleńkich jednowymiarowych pętli będących w ciągłym ruchu. Gdyby można je było zobaczyć wyglądałyby jak drgające gumki recepturki tylko, że nieskończenie małych rozmiarów. Fizycy nazwali je strunami i wydawałoby się, że jest to trafne określenie, bo podobnie jak struny instrumentu stwarzają dźwięk tak superstruny stwarzają cząstki elementarne. Słowo „stwarzają” właściwie nie jest odpowiednie, bowiem to, co powstaje jest tylko złudzeniem istnienia i podobnie jak wydawany przez instrument dźwięk nie istnieje sam w sobie tak i cząstki nie istnieją niezależnie od instrumentu, czyli owych „strun”. To jeszcze nie wszystko, bowiem pętelki te czy też struny nie istnieją jako osobne i od niczego niezależne formy powstają, bowiem z samej przestrzeni, są jej właściwością. Wymienione wcześniej filary fizyki połączone teorią superstrun są wspaniałym obrazem nauki buddyjskiej o współzależności wszystkiego. Teoria ta, bowiem zakłada aktywne i współzależne działanie czasu, przestrzeni, materii i obserwatora.

 

W każdym bądź razie wszystko jest ruchem, a według Buddy tym, co się porusza jest umysł. Rzeczy czy myśli są jakby zmarszczkami, falami na powierzchni wody (umysłu) i to właśnie umysł wyczuwa ten ruch. Wyczuwa też nie jest dobrym słowem, ale nie da się tego wyjaśnić pojęciowo, zjawisko świadomości jak do tej pory pozostaje niewyjaśnioną zagadką dla nauki. Gdy nauka skupia się na badaniu rzeczy „zewnętrznych” to buddyzm przeciwnie, stara się zobaczyć samego badającego. Nie da się zresztą oddzielić jednego od drugiego do takiego wniosku doszli sami naukowcy, kiedy to w wielu eksperymentach zauważono fakt, że wynik eksperymentu uzależniony jest, na przykład, od zmiany eksperymentatora, a nawet do stanu, w którym eksperymentator czy badacz znajdował się.

 

Wracając do tematu – Możemy przyjąć, że przestrzeń umysłu jest bezczasowa i niczym nie ograniczona inaczej mówiąc jest od zawsze wszystkim, co istnieje.

Przestrzeń ta zauważa tylko to, co się w niej samej pojawia (nie ma zresztą żadnego „zewnątrz”, w którym coś mogłoby się pojawić), dlatego nie zauważa samej siebie. To właśnie jest podstawową niewiedzą.

Widząc tylko swój własny ruch identyfikuje się z nim, co staje się przyczyną następnego poruszenia. Gdyby świadomość nie zainteresowała się ruchem ten wygasłby samoistnie, ale wspierany nią generuje następne poruszenia, te zaś następne itd. W ten sposób powstaje wszystko, co istnieje łącznie z odczuwającymi istotami. Oczywiście istoty żywe, świadome świata zewnętrznego jak i sam świat powstają jednocześnie ich powstawanie warunkuje się, bowiem nawzajem. Świadomość „ja” musi się na czymś opierać, „ja” muszę coś widzieć, słyszeć itd. To stwarza podział na „ja” i reszta niejako tworzy a później kształtuje ego”, wyjaśniłem już tą kwestię w rozdziale pt. „Dwanaście ogniw”.

Tak, więc my sami i świat zjawiskowy powstaje z niewiedzy świadomości o własnej prawdziwej naturze.

Wszystko jest nietrwałe i zmienne – Wszystko, bowiem powstaje jako splot wzajemnie się warunkujących przyczyn. Gdy warunki ulegają zmianie zmieniają się przyczyny, gdy zmieniają się przyczyny zmienia się to, co istnieje a tym samym warunki. Takie koło zamknięte. Widzimy to, na co dzień, każdy materialny przedmiot powstał, ulegnie zużyciu (zmieni się) i wreszcie rozpadowi, który jest formą przemiany. Z produktów rozpadu powstanie coś innego tylko, że proces ten może być tak rozciągnięty w czasie, że go nie zauważymy. Wszystko, co możemy wskazać palcem ulega takiemu procesowi, wystarczy tylko mieć czas by to zjawisko zaobserwować.

Ta ciągła przemiana, nietrwałość rzeczy sprawia, że nie czujemy się pewnie i bezpiecznie. Zwłaszcza, gdy proces przemian obserwujemy u siebie i najbliższych.

Nawet pozornie trwałe rzeczy nie dają oparcia, w każdej chwili można je utracić nie mówiąc już o tym, że w chwili śmierci i tak nie zabierzemy nic ze sobą. To wszystko jest powodem cierpienia.

 

Cierpienie to mocne słowo, ale wypowiedział je ktoś, kto doświadczył prawdziwego szczęścia, wobec którego nasze pozorne przyjemności są niczym.

Zresztą słowo użyte zostało świadomie po to byśmy zastanowili się i zaczęli zauważać to, co stało się pozornie nieodczuwalne. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, ale nie zmienia to faktu, że cierpienie istnieje i wcześniej czy później przyjdzie nam się z nim zmierzyć. Każdego dopadną jego najwyraźniejsze symptomy w postaci starości, chorób i śmierci. To nieuniknione tylko czy potrzebne?

 

Ja – powstało z niewiedzy i prowadzi nas za rączkę cały czas. Działamy pod jego dyktando, stwarzamy przyczyny, które wiążą nas w kole cierpienia. Wcześniej już wielokrotnie wyjaśniałem przyczyny powstawania i sposób przejawiania się naszego ego, dlatego teraz tylko przypomnę, że sposobem na pozbycie się cierpienia i uzyskanie pełnej wolności jest osłabienie i zniszczenie własnego „ja”

Cóż zresztą warte są egoistyczne działania? To przecież potrafią wszystkie zwierzęta. Chyba się czymś od nich różnimy?. Jeśli nie, to słowo Człowiek - nie brzmi już tak dumnie.

 

„Nienawiści w tym świecie nigdy nie uspokoi się nienawiścią; jedynie przez nie-nienawiść nienawiść się uspakaja. To jest Odwieczne Prawo. „

Dhammapada2

 

Cóż tu dużo mówić, wystarczy spojrzeć przykładowo na konflikt Izraelsko Palestyński. Oko za oko, ząb za ząb, taka ideologia nakręca spiralę przemocy której końca nie widać. Jak długo ludzie będą zwyciężać i podporządkowywać sobie innych, tak długo nie może być mowy o pokoju i szczęściu. Budda mówi: "Zwycięzca wzbudza nienawiść, a zwyciężony doznaje poniżenia. Kto wyrzeka się zarówno zwycięstwa, jak i porażki, jest szczęśliwy i pełen spokoju."

Dopóki jedna ze stron tego czy każdego innego konfliktu nie opamięta się i nie zaprzestanie przemocy to nie może być mowy o pokoju. W końcu nie będzie zwycięzców, bowiem albo obydwie strony wyniszczą się nawzajem albo nawet, gdy jedna z nich wygra to okupi zwycięstwo cierpieniem wielu niewinnych ludzi.

Jeśli jesteśmy przy tematyce wojny to muszę stwierdzić, że buddyzm nie zna takiego pojęcia jak wojna sprawiedliwa. To tylko nazwa wymyślona dla usprawiedliwienia przemocy w imię jakiś niejasnych celów. Każdy, kto rozpoczyna wojnę, nawet, jeśli jej celem jest odwet czy ukaranie sprawców niegodnego czynu staje się agresorem, sprawcą cierpienia wielu niewinnych ludzi.

Bardzo łatwo jest popierać „sprawiedliwą wojnę”, gdy toczy się ona gdzieś daleko a my śledzimy ją siedząc sobie wygodnie przed telewizorem. Piewcom takiej wojny proponuję wczuć się w sytuację człowieka, który w trakcie wojennych zmagań stracił żonę czy męża, dziecko lub inną bliską osobę.

 

„Wszyscy drżą przed przemocą, wszyscy boją się śmierci. Stawiając się w położeniu innych, nie powinno się ani zabijać, ani powodować do zabijania.”

Dhammapada

 

W kwestii przemocy Budda czy Jezus wygłaszali identyczne nauki. „Jeśli ktoś uderzy cię w policzek, nastaw mu i drugi” To słowa Jezusa. Nie należy ich jednak czytać dosłownie, nie oznaczają zupełnej bierności i poddania się losowi. Chodzi w nich o to by nie wzbudzać w sobie nienawiści do przeciwnika, nie szukać zemsty i zadośćuczynienia, inaczej, bowiem nic nie różniłoby nas od agresora.

Każdy ma prawo bronić siebie, rodziny czy też własnego państwa, należy też czynić to na tyle skutecznie by inni chętni do przemocy najpierw się zastanowili czy warto. Trzeba jednak stosować środki i siłę adekwatną do zagrożenia, czyli tylko tyle przemocy ile naprawdę potrzeba. Chodzi tu o podobne nastawienie jak prezentowane w powieści „Cień Kata” Gene Wolfe. Kat ze starożytnego bractwa wykonuje swoje obowiązki bez osobistego zaangażowania i zadaje tylko tyle cierpień ile mu polecono, nigdy nie dodaje nic od siebie. Dzięki takiej postawie ma zawsze czyste sumienie, śmierć, którą zadaje nie dotyczy go osobiście nie stwarza przyczyn zła. W ten sposób kat może być nawet najszlachetniejszym z ludzi.

Budda zaleca, aby; „Przezwyciężyć gniew uprzejmością, złośliwość dobrocią, egoizm wielkodusznością, a fałsz - prawdą". To może nie jedyna, ale za to bardzo skuteczna metoda.

 

Słowa też mogą ranić i krzywdzić innych Budda, więc naucza:

 

 „Nie bądź dla nikogo szorstki w słowach; ci, do których tak byś przemawiał, mogliby się odwzajemnić. Gniewne słowa prawdziwie ranią, a odpowiedz może być jeszcze gwałtowniejsza.”

Dhammapada

 

Należy się kontrolować i w sytuacjach, gdy czujemy gniew lub jesteśmy zbyt podekscytowani lepiej nie mówić nic. Są przypadki, gdy jedno słowo wypowiedziane pod wpływem silnej emocji burzy całe życie człowieka.

 

,”Gdy jakiś minister zaniedbuje swe obowiązki, działa dla własnych korzyści czy bierze łapówki, to jego postawa powoduje gwałtowny upadek moralności publicznej. Ludzie zaczynają się wzajemnie oszukiwać, silniejszy atakuje słabszego, dygnitarz źle traktuje prostego człowieka, bogaty wykorzystuje biedaka. Dla nikogo nie ma sprawiedliwości, rosną szkody, mnożą się trudności. W takich warunkach uczciwi ministrowie wycofują się z działalności publicznej, a mądrzy ludzie milczą, by nie narażać się na kłopoty. Na stanowiskach pozostają jedynie pochlebcy, którzy korzystają z władzy by się wzbogacić, nie zaprzątając sobie głowy cierpieniami ludu. W takich okolicznościach władza rządu staje się nieskuteczna, a jego wymiar sprawiedliwości popada w ruinę. Nieuczciwi urzędnicy są złodziejami ludzkiego szczęścia, a nawet są gorsi niż złodzieje, ponieważ okradają zarówno władcę, jak i lud, stając się sprawcami problemów całego narodu. Król powinien usuwać i karać takich ministrów."

 

Czy te słowa czegoś wam nie przypominają?

To jakby żywy obraz naszego kraju A.D. 2003 Tylko króla brak...

W zasadzie komentarze są zbyteczne, chciałbym jednak zwrócić uwagę, że to my sami wybraliśmy przedstawicieli rządu. Wygląda na to, że ci panowie (i panie) stanowią przekrój naszego społeczeństwa, uosabiają nasze dążenia i poziom moralności.

Może jednak, tylko daliśmy się nabrać na gładkie słówka i piękne, acz utopijne obietnice ludzi, którzy potrafią najgłośniej krzyczeć?

Może nie chcieliśmy słyszeć tego, co mówią ludzie mądrzy?

Nie chcieliśmy przyjąć do wiadomości trudnej prawdy, że nie ma nic wartościowego bez ciężkiej pracy.

Można to zrozumieć, człowiek popełnia błędy, ale też potrafi się na nich uczyć, wyciągać wnioski by w przyszłości nie podejmować podobnie błędnych decyzji.

Ja zrozumiałem przynajmniej jedno, że wybierając polityków nie ma, co kierować się ich programami i obietnicami. Programy można zmienić lub wykorzystać do własnych celów a obietnice można zawsze złamać, zresztą i tak wszystko zostanie zweryfikowane przez realia gospodarczo - polityczne.

Należy patrzeć na samych ludzi, na ich moralność i uczciwość. Człowiek prawy nie będzie nigdy szkodził swemu państwu i obywatelom. Wręcz przeciwnie, dzięki moralności będzie miał siłę do walki z wszelkim złem. Takiemu człowiekowi można zaufać, wiemy przecież, że podstawą czynów są intencje i jeśli te są czyste to takie same będą też działania.

Obserwujmy życie i czyny polityków, nawet okruchy informacji na ten temat, gdy zostaną zebrane razem mogą powiedzieć dużo o kandydatach do władzy.

Co prawda taka ocena nie będzie do końca miarodajna, ale lepsze to niż sugerowanie się przedwyborczym Muppet Schow serwowanym w mediach i na żywo. Jest to zapewne trudne, ale myślę, że zdrowy rozsądek i prawda w końcu zwyciężą.  

<< | >>



1 Z  nich zbudowane są protony i neutrony będące częściami jądra atomowego.

2 Ścieżka Prawdy Buddy. Przekład na język polski, na podstawie tłumaczenia z palijskiego na angielski Acharya Buddharakkhity - Zbigniew Becker. Wydawca: Misja Buddyjska ,,Trzy Schronienia'' w Polsce

 

 <powrót do spisu treści  


 Buddyzm w XXI wieku